|
Cantores Minores powraca do Ameryki |
|
|
|
|
There are no translations available.
Aby uczcić dwudziestą rocznicę swojego istnienia, Warszawski Archidiecezjalny Chór Chłopięco-Męski, lepiej znany jako Cantores Minores, wraca do Stanów Zjednoczonych Ameryki już po raz piąty pod kierownictwem dyrygenta i założyciela chóru, Josepha A. Hertera. Poprzednie wizyty chóru w tym kraju miały miejsce w latach: 1994, 1996, 1998 i 2001. Tegoroczna podróż jest jednak wyjątkowa. Będzie to pierwsze amerykańskie tournée koncertowe przebiegające od wybrzeża do wybrzeża. Miesięczna wycieczka rozpoczyna się na Zachodnim Wybrzeżu w Lake Arrowhead w Californii 23 lipca a kończy się na Wschodnim w Nowym Yorku popołudniowym występem w Katedrze św. Patryka 23 sierpnia 2010 roku.
Chłopcy i mężczyźni z Cantores Minores mają szeroki repertuar, głównie muzyki sakralnej. Utwory wybrane do śpiewania w porządku mszy zawierają następujące: Kyrie z Mszy Gregoriańskiej IV Cunctipotens Genitor Deus; Gloria z Messe brève (en ut majeur) nr 7 Charlesa Gounoda (1818-1893); Credo z Missa ‘Adeste fideles’ Vittorio Gianniniego (1903-1966); Sanctus z Messe à trois voix Césara Francka (1822-1890) i Agnus Dei z Missa di Gloria (1880) Giacomo Pucciniego (1858-1924). Ich polski repertuar to szeroka gama utworów różnych stylów i okresów, zaczynając od średniowiecznego hymnu Bogurodzica, przechodzi przez muzykę baroku z utworami Grzegorza G. Gorczyckiego, romantyczną muzykę Fryderyka Chopina i jego ucznia, Karola Mikuliego, jak i Stanisława Moniuszki. Okres post-romantyczny reprezentują dzieła Ignacego Jana Paderewskiego i jego studenta, Zygmunta Stojowskiego, zaś do twórców współczesnych należy Henryk Mikołaj Górecki. Atrakcją programu koncertowego jest Romanze, op 20 na skrzypce i fortepian autorstwa Zygmunta Stojowskiego, a wykonywany przez Michała Osmyckiego, skrzypce i Michała Oczko, fortepian. W Detroit siły chóru wesprze tenor, David Troiano, który zaśpiewa Euphonies tego samego twórcy jako część koncertu wydanego w Bolton Landing, New York. Wystawienie cyklu pieśni dedykowanego sławnej sopranistce koloraturowej Marcelli Sembrich będzie mieć miejsce na koncercie sponsorowanym przez Marcella Sembrich Memorial Association (Stowarzyszenie Pamięci Marcelli Sembrich), upamiętniającym 75 rocznicę śmierci wielkiej diwy. Występy chóru są wolne od opłat wstępu.
|
|
Read more...
|
|
NOWOJORSKA KRONIKA MUZYCZNA: Roman Markowicz – Koncert Polliniego v. koncert Schein |
|
|
|
|
There are no translations available.
Rozmyślania po koncercie Polliniego, czyli czy ten co gra dla 2,800 osób jest lepszy od tego, który gra dla 28 osób?
Maurizio Pollini przez wielu poważnych krytyków uważany jest do dziś dnia za jednego z najwybitniejszych pianistów naszej epoki. To jemu właśnie Carnegie Hall powierzyła trzy-recitalową serię recitali chopinowskich podczas obchodów rocznicy urodzin kompozytora. Seria została wręcz entuzjastycznie przyjęta przez publiczność: sala rozprzedana, cztery długie rzędy dostawionych krzeseł na estradzie, długotrwałe owacje na stojąco, uwielbienie. Wspaniałe recenzje.
Program ostatniego z tych chopinowskich recitali (9 maja 2010 roku) poświęcony był kompozycjom pochodzącym z ostatniego okresu twórczości: Sonata h-moll op.58, Polonez Fantazja op.61, 2 Nokturny op.62, Barkarola op.60. Pollini wykreował w swoich wykonaniach „szczególną spójność”, ponieważ niemal wszystko brzmiało… tak samo. U tego pianisty wszystko pokryte jest grubą warstwą pedału: jego prawa noga wydaje się być przyklejona do tej części instrumentu. Czy on tego doprawdy nie słyszy? Jak rzadko kiedy, wydawało mi się, że zarówno autor recenzji i pianista łączeni byli wspólnym życzeniem: niech się to już skończy!
Przez cały czas odczuwałem u pianisty słyszalne zdenerwowanie: wyrazem tego były nieustanne potknięcia pamięciowe (to bym najłatwiej wybaczył), nerwowo zagonione tempa, ale do tego jeszcze coś znacznie gorszego, niemalże cecha charakterystyczna jego obecnych estradowych poczynań: nie dogrywanie fraz do końca i całkowity brak przestrzeni pomiędzy frazami. Jeśli takt jest napisany na cztery, czy powinienem się raz po razie zadowolić 3 i pół? Gdyby aktor wygłaszał swoje kwestie w ten sam sposób, byłby wygwizdany z estrady. Moim zdaniem ten wielki niegdyś pianista nie zasługiwał na bardziej ulgową taryfę i lepsze potraktowanie.
Ciekawe, że przeglądając recenzję z "New York Timesa" z poprzedniego recitalu autorstwa Tommasiniego, uważny czytelnik między wierszami mógł się doczytać tych samych zastrzeżeń: niestety klimat politycznej poprawności powoduje strach przed nawet stwierdzeniem czegoś oczywistego: były król jest obecnie zupełnie nagi! Tu i ówdzie przebłyskuje ślad dawnej świetności, pozostaje wciąż soczyste brzmienie instrumentu (bo Pollini zawsze miał szlachetny dźwięk), ale tego się trzeba dopatrywać, wyłuskiwać spod wspomnianej warstwy pedału i muzycznej zadyszki. Choć wspominany recital był jedynym który słyszałem na żywo, to potwierdził on moje obawy o emocjonalny stan tego pianisty: ostatni recital, który słyszałem z kompozycjami Schumanna i Beethovena oferował równie dyskusyjne interpretacje. Nie moją rolą jest dawanie mu wskazówek, ale słuchając tej nerwowej gry przyszło mi na myśl, że być może granie z nut pozwoliło by mu choć trochę na opanowanie nerwów i gorączkowego pędu.
Coś niezwykłego zdarzyło się na sam koniec: przed ostatnim bisem, którym był Mazurek f-moll op.68 (ostatnia kompozycja Chopina), Pollini przemówił do publiczności: tego, uczęszczając na recitale pianisty od 40 lat, nigdy dotąd nie słyszałem. Nie napawała mnie również optymizmem obserwacja innego krytyka, który na pożegnanie stwierdził, iż poprzedni jego recital był jeszcze gorszy…
|
|
Read more...
|
|
|
NOWOJORSKA KRONIKA MUZYCZNA: Roman Markowicz - Kwartet Śląski w Symphony Space |
|
|
|
|
There are no translations available.
Muzyczny maraton zwany Wall-to-Wall oferowany przez nowojorską Symphony Space posiada ponad trzydziestoletnią już tradycję. Podczas dwunastu godzin trwania (czasami i dłużej!) oferuje on nowojorczykom nie tylko szansę na wolny wstęp na koncert - a także wyjście z niego, jako że i to jest podczas owych maratonów tradycją - ale tez posłuchanie tej muzyki w zazwyczaj doskonałych wykonaniach czołowych amerykańskich muzyków. Owe muzyczne maratony poświęcone są najczęściej jednemu kompozytorowi, czasami zaś jednemu tematowi.
Tegoroczny jednodniowy mini-festiwal - 15 maja 2010 roku - różnił się od dotychczasowych kilkoma istotnymi aspektami. Najważniejszym było to, że Wall-to-Wall tym razem poświęcony był wielu kompozytorom, znanym i mniej znanym, jak również to, że wielu wykonawców przybyło specjalnie z Europy, aby swoim udziałem uświetnić tę imprezę. Jej kuratorem była Laura Kaminsky, specjalistka w dziedzinie muzyki Europy Wschodniej i Środkowej, która jest również kompozytorką, wykładowcą uniwersyteckim i dyrektorem artystycznym Symphony Space: zrealizowała ona niezmiernie różnorodny program poświęcony muzyce powstałej albo „za żelazną kurtyną”, albo w krajach niegdyś należących to tego rejonu geograficznego.
Pomimo tak ciekawego programu i udziału pierwszorzędnych wykonawców - tym razem nie wyłącznie lokalnych - swój udział jako słuchacz tego maratonu musiałem ograniczyć do segmentu poświęconego muzyce polskiej, co stało się kolejną szansą na posłuchanie znakomitego Kwartetu Śląskiego, który ostatni raz prezentował się tutaj w Weill Hall pięć już lat temu. Gwoli sprawiedliwości muzyka polska nie była prezentowana jedynie przez „Ślązaków”: występująca prze nimi młoda orkiestra z St. Petersburga (St.Petersburg Chamber Orchestra) pod batutą amerykańskiego dyrygenta Jeffrey Meyera przedstawiła najpierw suitę Pięciu Preludiów Tanecznych (1954) Witolda Lutosławskiego, tym razem w wersji na klarnet z orkiestrą i harfą, później zaś, chyba już około północy, dla najbardziej zagorzałych, wytrwałych słuchaczy, Koncert na orkiestrę smyczkową Grażyny Bacewicz. Solistą w kompozycji Lutosławskiego był izraelski wirtuoz, klarnecista Tibi Cziger.
|
|
Read more...
|
|
NOWOJORSKA KRONIKA MUZYCZNA: Roman Markowicz - Chopinowski Recital Edwarda Auera w Fundacji Kościuszkowskiej |
|
|
|
|
There are no translations available.
Z nazwiskiem Edwarda Auera zetknąłem się jak większość warszawskich nastolatków podczas Konkursu Chopinowskiego w 1965 roku. Choć był to jak się później okazało „konkurs Argerich”, młody wychowanek nowojorskiej Juilliard School i legendarnej Rosiny Lhevinne wyróżnił się wśród swoich amerykańskich kolegów i nagrodzony został jedną z czołowych nagród. Od tego czasu słyszałem go kilkukrotnie w Polsce, do której przybywał chętnie i dość często, a potem już wielokrotnie w Nowym Jorku. Obecnie jego koncerty tutaj są rzadsze, być może jako rezultat nawału pracy pedagogicznej w wysoko notowanej szkole muzycznej uniwersytetu Indiana w Bloomington. Jego nazwisko nie jest jednak zapomniane i wśród publiczności znaleźli się nie tylko miejscowi melomani, ale też pianistyczne sławy.
Auer przybył tym razem do Nowego Jorku na zaproszenie Fundacji Kościuszkowskiej z recitalem poświęconym dziełom Chopina. W programie jego występu 7 maja 2010 roku znalazły się cztery Ballady, Polonez Fantazja, trzy mazurki oraz trzy etiudy op. posth., znane również jako Trois Nouvelle Etudes.
|
|
Read more...
|
|